Michalska o kinie wtórnym
Przeczytałam i na chwilę mnie zatkało:
Dlaczego my, widzowie mielibyśmy występować w pozycji głupszych niż twórcy filmów? Czemu nie mogą nam opowiadać historii, które i nas by poruszyły i nam powiedziałby by coś choć odrobinę oryginalnego?
Pomijając fakt, że tekstowi przydałaby się korekta, autorka najwyraźniej przemawia z pozycji głosu ludu. Mnie się generalnie wydaje, że jakby filmowcy mieli robić tylko filmy oryginalne to chyba w ogóle filmów by już nie kręcono. Jak nie sequel albo remake, to adaptacja książki albo inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. A jak już jest coś „oryginalnego”, to też jakby gdzieś już kiedyś było. W dobie takiego kina, które oferuje 10 premier tygodniowo, wymyślenie czegoś naprawdę nowego zdarza się rzadko. To ja już wolę, jak rzeczy nazywane są po imieniu i od razu wiadomo, że coś jest przeróbką lub kontynuacją czegoś innego, niż zżynanie z czegoś i udawanie, że to jest nowe.
Nie chcę pozować na mądrzejszą niż jestem, ale chyba jest jakiś powód tego, że te powtórki z rozrywki wciąż powstają. Na przykład taki, że ludzie walą na nie do kina drzwiami i oknami. Głos ludu oddajmy ludowi.
P.s. Najbardziej mnie rozwalił przykład „Opowieści z Narnii”. Cóż, książek jest siedem. Jak rozumiem, dla dobra kinematografii twórcy powinni zaniechać po dwóch pierwszych, bo przecież „to już było”? Nie sądzę także, żeby fani „Trona” jakoś szczególnie narzekali na wieść, że po niemal 30 latach postanowiono do niego powrócić.
__________
Komentarze
Komentarz od: Gucio
Dodany dnia 25 marca 2011 o godzinie 17:43
taaa… jak się filmowcy za to zabierali, to na pewno nie zakładali, że celem będzie nakręcenie całości




Komentarz od: koliber
Dodany dnia 24 marca 2011 o godzinie 22:19
no z tą „Narnią” to spadłam…